DAS HAJS. krytyka zajawki komercyjnej. vol. I

super lenin

Dyskusja na temat komercjalizacji i profesjonalizacji trwa od dawna.  Co najmniej od momentu jak magnaci BMXa kazali swoim team riderom nosić różowe kombinezony.  Mam nadzieję że tym razem pójdzie to trochę dalej  (znaczy dyskusja a nie stylówa na pedała) bo to jest temat bardzo ciekawy i do tego bliski.

Godzimy się na wiele rzeczy pod hasłem „ale będzie więcej pieniędzy w BMXie”. No bo wiadomo. Bez pieniędzy się nie da. Ale kto sobie zadał pytanie czym są pieniądze i co wynika z ich pojawienia się w naszym środowisku? Pieniądze to władza.  Pieniądz reprezentuję władzę nad drugim człowiekiem i nic innego. Nie reprezentuje żadnych dóbr materialnych. Pieniądz nie jest wytwarzany i nic nie tworzy. Jest on tylko środkiem reprezentującym władzę. Władza nie jest pomnażana ani wytwarzana. Jest jej zawsze tyle samo. Jedyne co się zmienia to stosunek władzy pomiędzy poszczególnymi ludźmi.

Co się więc dzieje kiedy w BMXie pojawiają się pieniądze. Oznacza to po pierwsze że ktoś BMXa kupuje. Oczywiście jakąś jego część. To pierwsza ważna rzecz. Druga to dynamika. Pojawia się więcej pieniędzy. Przez pieniądze rozumiem też własność. Następuje dystrybucja, która oczywiście nie jest równa. Ta właśnie nierówność daje nam odpowiedź na pytanie kto zyskuje a kto traci władzę. Jeżeli stosunkowo najwięcej zyskują riderzy to super. Jeżeli producenci sprzętu, jego dystrybutorzy czy sprzedawcy też zajebiście. Ale mamy do czynienia z innym modelem. Największą władzę i kontrolę nad BMXem zyskują zewnętrzne korporacje, których targetem nie są BMXiarze. Oni sprzedają swoje produkty szerokim masom społeczeństwa.

To wszystkie monstery i inne szczyny od których lepiej trzymać się z daleka. Wykorzystują BMXa jako narzędzie marketingowe ale nie są zainteresowani w tym aby ta społeczność w ogóle przetrwała. Nie jest to dla nich w ogóle istotne. Ich kampanie prowadzą do komercjalizacji sporu. Potrzebują tylko garstki rajderów (albo i nawet tylko jednego), który wygrywa gigantyczne zawody odbywające się najlepiej w las Vegas. Fala młodych zajawkowiczów (używam zwrotu „zajawka” zawsze w negatywnym znaczeniu bo dla mnie to gówno znaczy)  jest tylko skutkiem ubocznym ich działań. Ten skutek uboczny jest bardzo istotny. Młodzi nie znajdą tego czego szukali w BMXie. Duże zawody są naprawdę nudne z perspektywy kibica. Jedyna szansa dla szeregowego rajdera to ostatnio best triki które przybrały formułę spędu bydła po skateparku. Przepraszam za dygresję ale gorszy stosunek ludzi do przeszkód jest już chyba tylko w łódzkim 217 parku do godziny 19stej. Tak czy siak nie idzie pojeździć. Na dodatek marzenie o byciu najlepszym to marzenie przeciwko innym. Jeżeli to motywuje młodych do jazdy to jasne że będą czekać na gotowe i nie ma co liczyć na ich lojalność. Rozpad więzi między BMXiarzami to nie jest problem skali.
Dobra. Przychodzą, nie są najlepsi, odchodzą. I co? Rośnie sprzedaż. Rośnie ale też się zmienia. Produkt dostosowuje się od nowego odbiorcy. Odbiorcy który waży 50 kg i kończy jazdę po 2 sezonach. No i oczywiście nie ma co się bawić w różnorodność bo nie da się konkurować będąc oryginalnym. Rywalizacja wymaga podobieństwa. Tutaj mnie bardzo mocno boli to jak dzisiaj BMX wygląda. Po prostu nie ma możliwości żebym złożył rower który mi się podoba. Nie jesteśmy bezpieczni. Decyzje są podejmowane niezależnie od nas. Nie zawsze możemy decydować o trikach jakie będziemy robić. Naprawdę można być zmuszonym do zmiany stylu jazdy.

 

super lenin

Zostaje tylko czekać na śmierć i odrodzenie. A śmierć nastąpi bo nie ma nieograniczonej ilości dzieciaków.  Wszystko pierdolnie z dnia na dzień, każdy straci sponsoring, zdechnie ze 40 firm, z Ave znikną BMXy ale to chyba najmniej istotna zmiana bo oni naprawdę mają inne rzeczy do sprzedawania. Potem Mat Hoffman znowu nas uratuje a wszyscy którzy stracili sponsoring zostaną przyjęci do Standarda.

Ale jest jeden problem – to nie jest jedyny możliwy scenariusz.

Opcja druga: BMX staje się tylko platformą marketingową. Dysproporcja pieniędzy czyli władzy między kapitalistami zewnętrznymi i wewnętrznymi jest tak duża że producenci robią tylko sprzęt dla zawodowców. rowery mają atesty Międzynarodowego Zrzeszenia Kolarzy Grawitacyjnych. nie ma już klasy amator jest tylko pro oraz I wanna be pro. BMX jest na olimpiadzie i jest w nim więcej pieniędzy niż możemy sobie wyobrazić. Ale stosunek się zmienił. MY nie mamy tych pieniędzy. BMX to własność monstera i red bulla i jeżeli chcesz pojeździć to również musisz się stać ich własnością.

Jest jeszcze jedna rzecz która jest bardzo istotna. to ewolucja modelu produkcji. Teraz o niej nie napiszę bo mi się nie chce ale niestety to nie napawa optymizmem.

Na pewno bardzo by pomogło gdyby nasi kapitaliści nie czekali aż jeden po drugim wypadną z biznesu. Taktyka reakcji to oczekiwanie na krach. Jeżeli producenci sprzętu i sklepy chcą przetrwać to muszą kreować rynek. Zatrzymać tych co już są albo dotrzeć do zupełnie innych  ludzi. No i na pewno w pojedynkę tego nie zrobią. Muszą się dogadać, podzielić rynek i propagandę prowadzić wspólnie. Ale o możliwościach wyjścia z tego szamba jeszcze napiszę oddzielnie.

Poza tym uważam że Daniel Wałachowski powinien mieć sponsoring.

 

5 odpowiedzi do DAS HAJS. krytyka zajawki komercyjnej. vol. I

  1. marek wróbel pisze:

    a ja kocham bmx i mam wyjebane na jakies glupie pierdolenie, wyjdz sobie i posmigaj na rowerze, zrob triczek i badz szczesliwy- to jest bmx i tego nikt ci nigdy nie zabierze. i nie wiem po co sie przejmowac jakimis korporacjami i sracjami, przeciez nie o to tu chodzi. keep it local

  2. Koczkodan pisze:

    Ogólnie się zgadzam ale z tym kapitalizmem to chyba jednak nie do końca :) To co teraz mamy to jest jakaś jego wypaczona opcja. Same różnice społeczne nie są złe. I piszę to jako outsider bez szans na godną przyszłość – shit happens 😀 Jednak kapitalizm w swojej czystej, pierwotnej formie w jakimś stopniu zachęca do poszerzania rynku, eksplorowania nowych obszarów. Jasne, głównym celem jest zysk a nie „idea”, ale efektem jest (powinna być) różnorodność. Zahaczając jednak swoim życiem o Polskę poprzedniej epoki i pamiętając chociażby taki badziew jak trójkołowy rowerek śmiem wątpić, aby system oparty na „równości” był w stanie zapewnić mi większy wybór części itp. Wspomniany rowerek był produkowany chyba jednej wersji (i jednym kolorze) a na osiedlu chyba jeszcze z 5 dzieciaków miało takie same. Miałem wtedy chyba ze 2 lata, a było to tak smutne jak pizda, że pamiętam takie szczegóły do tej pory 😀 Oczywiście „komunizm” (czy raczej socjalizm) z czasów PRL to „wypaczenie”. Ale co nie jest wypaczeniem? Cały Świat jest jednym wielkim wypaczeniem… Wracając do kapitalizmu to winę ponosi też konsument, który żadnej prawdziwej różnorodności nie chce. I pomijam to, dlaczego jej nie chce. Wiadomo – spory w tym udział korpo które mu to wmawiają, sporo wpływu społeczeństwa z wypranymi mózgami (chociażby tak przyziemne dla nas przykłady jak „wymuszanie” na świeżych riderach zdejmowania hampli, robienia taki trików a nie innych). Jednak fakty są takie, że każdy indywidualista ginie w ogólnej szarzyźnie i nie jest to do końca podyktowane systemem ekonomicznym a cechami ludzkości jako gatunku. Ludzie lubią wygodę, lubią jak ktoś mówi im co mają robić i jak. Wystarczy wejść na forum którego nazwy nie przytoczę ale wszyscy dobrze wiemy co mam na myśli i zobaczyć te wszystkie tematy w stylu „na jaki kolor mam pomalować rower?”, jakiej muzyki m słuchać na rowerze?” itp. Oczywiście, w momencie kiedy BMX był bardziej niszowy to procentowy udział tego typu osób wśród riderów był mniejszy. Dlaczego? Bo już samo zdobycie informacji, kupno sprzętu czy znalezienie miejsca do jazdy wymagało trochę zaradności i samozaparcia. To cena popularności BMX. Tak samo jak pijawki w postaci wielkich korporacji które zasysają scenę. Gdyby nie kapitalizm to na ich miejsce pojawiłoby się państwo które znacjonalizowałoby wszystkie mniejsze firmy produkujące części, skateparki itp. Zresztą to o czym piszesz na końcu o atestach „Międzynarodowego Zrzeszenia Kolarzy Grawitacyjnych” to przecież socjalizm w najczystszej postaci 😀 Kapitalizm to bardzo brzydkie słowo, ale przynajmniej w teorii powinien on sie wiązać z wolnym rynkiem a ten jest niezbędny abyś Ty mógł sobie kupić przednią piastę z osią 14 mm a ja ramę z tt 19,5″. Problemem są wypaczenia, ale tych nie unikniemy. Moim zdaniem problem należy rozwiązywać od dołu, od etapu gdzie dzieciak na skateparku jest wyśmiewany przez swoich rówieśników, bo przyjechał z dwoma hamulcami, albo że robi jakieś dziwne rzeczy zamiast „prawdziwych trików”. Ważna jest też świadoma konsumpcja która też nie wyklucza kapitalizmu w tym rozumieniu, że mamy wolność gospodarczą, która z kolei pozwala na powstawanie niszowych produktów oraz ich swobodny obrót. Paranoją jest to, że ja np. mogę kupić to co chcę ale tylko w USA i muszę zapłacić 23% podatku vat i kilka % cła swojemu państwu – tylko dlatego, że nie mogę na jego terenie kupić tego co chcę!

    • Witek pisze:

      Z oceną boku wschodniego jest duży problem. To były kraje rządzące przez partie komunistyczne ale dalej panował tam kapitalizm. Kapitalizm państwowy to dalej kapitalizm. Dominującym kapitalistą jest państwo, robotnicy nie decydują ile i jak produkować i co robić z owocami tej pracy. Ale ten model produkcji jaki istniał w PRLu to też wynik myśli marksistowskiej. Nie ma czegoś takiego jak wypaczenie.
      Co do tego czy tamte rowery tak bardzo odstawały od tych z USA to nie jestem przekonany. dalej produkuje się chujowe trójkołowe rowerki, już się nawet wraca do boneshakerów z początku XIXw. Przynajmniej wolnobiegi rometa są w stanie przetrwać po 30 lat a drivery easterna 3 miesiące. już nie mówiąc jakiej jakości były BMXy wykonane w USA na przełomie lat 80 i 90.
      Moliterno :”I was breaking them every three weeks”
      Krt Schmidt: „The bikes we were riding were falling apart every month”
      Jego Wysokość Mat Hoffman: ” There were incidents in the past where I’d broken three brand-new bikes in one day -and was sick of that crap”
      W części drugiej będę pisał więcej o produkcji, mechanizmach stojących za nią i dlaczego BMX może wyginąć.
      Co wo wolnej woli.
      Wolna wola nie powinna ograniczać dyskusji. odpowiedź „bo tak chcę” oznacza tylko że motywy kierujące działaniem chowają się w podświadomości. Kapitaliści o tym wiedzą i oni nigdy nie zatrzymują się na tym etapie. Czyjaś wola nie stanowi dla nich żadnej zapory. Jesteśmy produktami ewolucji i środowiska.
      Nieświadomość jest najważniejszym narzędziem propagandy. Dlatego dobrze jest się zastanawiać nad znaczeniem i celowością rzeczy. No i nad znaczeniem i pochodzeniem własnych uczuć również. Uczucia to przystosowanie ewolucyjne. nasi wrogowie to wiedzą i wykorzystają to przeciwko nam.
      Największym problemem nie jest problem skali. Nie przeszkadzają mi wielkie korporacje. Przeszkadzają mi zasady. BMX to nie proces produkcji. nie musi naśladować fabryki. Nie musi wcale naśladować żadnego systemu: komun kierwotnych, niewolnictwa, feudalizmu, kapitalizmu, komunizmu ani żadnego innego z systemów które nastąpią po nim. Już nie mówiąc że historia zna multum wariacji takich jak klasztory, sekty, społeczności wojowników i tego typu wykręty. Scena była by dużo zdrowsza gdyby to Kapitaliści wewnętrzni byli tymi potężnymi korporacjami.
      dobra znudziło mi się to pisanie. jeszcze się będę musiał powtarzać jak będę pisał kolejne części.

  3. Soon pisze:

    Popieram kandydature Walacha na ridera PRO :)

  4. Krzysiek pisze:

    http://rideukbmx.com/videos/tate-roskelley.html#

    Trochę zajawki niekomercyjnej. Świeży post mniej świeżego filmu od ride UK :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *