Wpis pierwszy. | Bmx Podcast

Wpis pierwszy.

Oglądając ostatnio pewną reklamówkę sklepu który chciałby uchodzić za bmxowy, przypomniałem sobie jak Wiz opowiadał kiedyś o wizycie u Mateusza w Pure. Końcowa faza działania sklepu, na środku pomieszczenia rozjebany motocykl, wszędzie walają się jakieś graty i nagle otwierają się drzwi. Wchodzi chłopak i nieśmiało pyta: „czy jest tutaj jeszcze sklep bmxowy?” Na co Mat z petem w ustach i z miną pełną pogardy: „a bo co?” Serio, gdyby nakręcić coś w ten deseń to zachęciłoby mnie to do zakupu w tym miejscu 100 razy bardziej niż Dzięcioł ubrany w nienagannie skrojony biały uniform, siedzący w lambo z ajfonem w łapie. Może jestem jakiś dziwny, ale tego typu gwiazdorstwo i przepych zawsze mnie odpychały. Ja wiem, że miało być śmiesznie, że żart, że wszyscy przecież lubią szybkie fury itp. Jednak mam wrażenie, że całe swoje życie staram się spierdalać od czegoś takiego. Przyznam, że początkowo bmx był dla mnie pewnego rodzaju punktem zaczepienia w życiu. Miejscem gdzie mogłem się odnaleźć. Takim pankrokiem i nie mówię tutaj o muzyce (chociaż i ta w starych filmach oscylowała w tych klimatach). Bmx nie był czymś „fajnym”, czymś co przyciąga „fajnych” ludzi. Prędzej świrów i wykolejeńców. Sorry, jeśli kogoś tym uraziłem ale sami przyznacie, że bmxowcy byli niegdyś bardziej hmm… specyficzni? Są oczywiście relikty przeszłości jak Witek który wyrabia z 500% normy rowerowego rock’n’rollowca (i to na trzeźwo). Coraz bardziej przeważają jednak osoby rzekłbym normalne. Zwykłe. Tuzinkowe. Bmx przestał straszyć, stracił jaja, nutkę szaleństwa która sprawiała, że ludzie patrzący na to wszystko z boku pukali się w głowy. Z wypożyczonego lambo można się śmiać, ale to znak obecnych czasów. Tego czego po reklamówce oczekują młodzi riderzy. Czegoś co można łatwo dopasować pod modne gadżety i ubranka, nastawionego do ogółu a nie marginesu. Nie jest to dla mnie jakiś wielki problem bo nie potrzebuję aprobaty ze strony społeczeństwa aby coś robić. Nie czuję także potrzeby zmiany samego siebie aby się zintegrować z otaczającym mnie neo-bmxowym światkiem. Z drugiej strony nie wiem, czy gdybym urodził się dekadę później, bmx zaciekawiłby mnie sobą, przyciągnął. Czy nie byłby opcją znajdującą się na tej samej płaszczyźnie co hulajnoga a „za moich czasów” np. zośka. Czymś co z miejsca odpycha takich przegrańców i odszczepieńców jak ja. Z perspektywy czasu myślę, że byłoby szkoda.

Czymś co jeszcze rzuciło mi się w oczy jest fakt, że tylko 1 na 3 pracowników przyjeżdża do roboty na bmxie. Jeszcze rozumiem wybór ave busa (zwłaszcza o tak niepewnej porze roku), ale jeżeli ktoś woli iść z buta niż podjechać na rowerku, to uważam to za jednoznaczną manifestację tego na ile ta „wiara w bmxa” jest silna.

7 odpowiedzi do Wpis pierwszy.

  1. wrobel pisze:

    well zajebiscie to ujales. tak jest. dzis bmx jest wysoko w rankingach KARIERA.PL a jedyny przypal na jaki stac wystylizowana mlodziez to odpalanie gasnicy w budynku. zadnych zyciowych skrzywien, skrytych pragnien i wolnosci na 20″. to samo jest w muzyce, to samo jest na rowerzu. konsumpcjonizm nas zjadl

  2. maksymilian pisze:

    Ja myśle że taka komercja niesie wiecej dobrego niż złego. Flatland jest taki sam jak 10 lat temu, no może 10 lat temu działo się wiecej, wiec staczamy się, chociaż ostatnio widze jakieś nowe posty na flatlander.pl hahaha. Ja chciałbym żeby u mnie w mieście jeżdziło ze 100 osób a nie 20 z czego 3-4 jeździ regularnie. Zawsze jak by mi sie to odmieniło to moglbym sie zabunkrować na jakimś parkingu.

    Fajnie byłoby spotykać przypadkowych flatlandowców na ulicy ktorych nigdy wcześniej nie widziałem, ludzie tego nie doceniają bo duża część dzisiejszych bmxowcow to są ludzie którzy nie jeżdżą dla tego że im sie to podoba, tylko dla tego że podoba sie to innym, ale jest też mniejszość która trzyma scene przy życiu i to są ludzie ktorzy jezdza dla siebie, dla trikow i dla popychania siebie do robienia coraz to fajniejszych rzeczy, streetowcy nie doceniają nowych bmxowcow już tak jak kiedyś bo narobiło sie tego w ciul, ale zapominaja że jakby nie było tylu nastolatków na rowerach to cała prawdziwa scena byłaby znacznie mniejsza… we flatlandzie nie ma żadnej wiekszosci, nie ma tych ludzi co swiecą tyłkami, nie ma komercji i to jest spoko ale ta mniejszość co to jeździ dla siebie, umiera i to nie jest spoko, od siebie powiem że zgodziłbym sie na komercje we flatlandzie, sklep aveflatland i tym podobne jakby to oznaczalo przyrost zajawkowych riderów z którymi fajnie byłoby pośmigać, nauczyc sie czegoś czy czymś zainspirować.

    Pozdro

  3. Arq pisze:

    teraz już nie ma tak jak za dobrych starych czasów, że spotykałeś się ze znajomymi by skonfrontować to kto wymyśli lepszy trik albo ciekawiej wykorzysta miejscówkę, przy czym miało się kupe zabawy. ja już nie czuje tego „klimatu” w dzisiejszym bmxie. obecnie liczy się czy umiesz barspina, tailwhipa albo flare, czy masz wielką kiere i na głowie new ere, oryginalne ciuchy i iCośtam w kieszeni.
    fajnie widzieć, że dużo dzieciaków zaczyna jeździć, że ich to interesuje ale szkoda bo większość robi to ponieważ jest to modne, fajne i podoba się innym dzięki czemu samym można być „fajnym”. pozostaje mi mieć tylko nadzieje, że kiedyś zajawka znowu będzie na pierwszym miejscu

  4. Koczkodan pisze:

    Maks, flatland jest taki sam jak był bo znacznie mniej w nim przypadkowych osób. Tzn. wymaga on znacznie więcej pracy na samym początku i jeżeli ktoś chce flatować po to aby wyrywać gimnazjalistki i ogólnie być elo ziomkiem to się szybko zniechęci. Dlatego zostają ci najbardziej wytrwali. Jasne, też bym chciał aby było więcej flatowców, jednak nie jest to takie proste. Gdyby było, to takie ave już dawno podłapałoby temat, robiło jakieś imprezy, wspierało zawodników itp. Najlepsze wsparcie ze wszystkich sklepów jakie pamiętam było ze strony dimension i to na uczciwych, koleżeńskich zasadach. Zresztą zbiegło się to z czasami kiedy na musztardę wpadało najwięcej osób (ale nie tylko tam bo przecież były też inne imprezy). Dlatego sklepu aveflatland bym się nie spodziewał w najbliższym czasie – po prostu nie wypaliłoby to od strony biznesowej. Trzeba było by w to włożyć coś więcej niż samą kasę. Zobacz, że z jednej strony flat w Polsce ledwo zipie, ale z drugiej czy inne odmiany bmxa doczekały się takiej imprezy jak musztarda? Nie licząc jakiegoś mtbmx w Milanówku czy festiwalu rowerowego w Jeleniej Górze chyba nie ma w Polsce jamu/zawodów z tak długą tradycją. A wszystko to na zajawie i ze znacznie mniejszym budżetem niż Milanówek i Jelenia.

  5. Koczkodan pisze:

    Aaa, są jeszcze przecież Mistrzostwa Polski w Białymstoku. Wyleciało mi z głowy. Chociaż w dalszym ciągu to chyba jedyna impreza jaką można porównać z musztardą zarówno jeśli chodzi o lata tradycji jak i sam klimat, atmosferę. Zresztą tak jak pisałem dla mnie to wszystko ma znaczenie marginalne, bo już tych lat na rowerze (czy wokół roweru) mi zleciało. Zastanawia mnie tylko ilu takich pozytywnych świrów których przez lata poznałem odbiłoby się od obecnego wizerunku bmxa. Ilu z nich popatrzyłoby na te zblazowane dzieciaki w kolorowych ciuchach i pomyślało „ee to nie dla mnie”. Oczywiście nie jest to faktyczny wizerunek bmxa, ale żeby poznać tych prawdziwych „zajawkowiczów” trzeba się w temat zagłębić trochę bardziej. Kiedy ktoś się odbije już na starcie to może nie dostrzec prawdziwego funu który jest w 20″. Może trochę zbytnio filozofuję, ale kurde. Dostałem własny dział na tej stronie to sobie pomędrkuję :)

  6. maksymilian pisze:

    Ale z drugiej strony nikt nie zaczyna flatlandu bo nikt tak na prawde o nim nie wie oprucz flatlandowcow hehehe.

    z ciekawostek to powiem że w chinach sie właśnie wycofali sponsorzy z flatu hehehe. jest tu paru flatowcow co z tego żyli. Mieli sponsorow co im płacili 50 000zeta rocznie i przez wiosna lato jesień, raz na tydzień-dwa były zawody flatowe (byl tam tez street deska i inne extremalne sporty) we wszystkich wiekszych miastach chinskich gdzie do wygrania była jakaś tam kasa. w polowie 2011 byl slabszy troche ruch flatlandowy na zawodach, nie bylo prawie żadnego pro z zagranicy. Na poczatku 2012 wyrzucili flatland, a w polowie 2012 wszyscy chinscy pro potracili sponsorów, bo gdzie maja promować łaszki i inne duperelki skoro nie ma flatlandu na zawodach ktore byly transmitowane w TV. I w tym roku nie dzieje sie nic hehehe. Takie coś pokazuje co może się stać jak szefem jest typ którego jebią bmxy a obchodzi tylko hajs hehehe.

    Z drugiej strony ci wszyscy Chińscy flatlandowcy też zjebali bo jak mieli kase z flatlandu to powinni sie postarać o jakieś własne jamy zawody czy cokolwiek, cos zrobić od siebie dla siebie, a nie wszystko opierać na jakimś biznesmanie.

    Pozdro

  7. Koczkodan pisze:

    Bo taka sytuacja kiedy wszystko jest podane na tacy strasznie rozleniwia, a kiedy ktoś zakręci kurek to nagle nikt nie wie co zrobić. Dlatego bmx zawsze musi chociaż częściowo operować w klimatach D.I.Y. Zdrowa scena nie może tylko czekać na gotowe. Fajnie, że są np. takie baltici gdzie przyjeżdżają prosy i mamy przez trzy dni Amerykę nad polskim morzem. Nie można jednak zapominać o mniejszych imprezach, bo te istnieją dzięki ludziom a nie kasie od producentów energy drinków i zegarków która może się skończyć z dnia na dzień, kiedy księgowy który nie widział bmxa na oczy uzna, że jest to nieopłacalne. To trochę taki kolos na glinianych nogach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *