Kilka przemyśleń po SS 13

Nie chce mi się pisać, więc krótko i w punktach…

– park na wizualizacjach wydawał mi się całkiem spoko, w rzeczywistości było już dużo gorzej. Zero fajnego latania. Illingworth i Dugan coś tam próbowali ale mam wrażenie, że nawet nawet na ostatnich Balticach były ku temu lepsze okoliczności (o zeszłorocznym SS nie wspominając). Z drugiej strony widać tutaj chęć zrównania szans zawodników typowo parkowych ze streetowcami. Uliczna sekcja wydawała się całkiem spoko i dopóki na park nie wyjechały roboty pokroju Maina sytuacja w stawce była wyrównana.

– właśnie, co do trikowych maszyn… Jak zwykle sędziowanie wzbudziło wiele emocji ale kogoś kto ogląda SS od kilku edycji rezultaty nie powinny szczególnie dziwić. Wiadomo było, że wygra któryś z parkowców, dla streetowców pozostał bestrick.

– tym razem został on rozegrany na jednej przeszkodzie, sygnowanej logiem failure. Na pewno ułatwiło to ocenę, z drugiej strony zabija to różnorodność (chociaż np. Trey Jones starał się jak mógł co zaowocowało zwycięstwem w konkursie organizowanym na xbox live). Brakuje mi też bestricku nie-streetowego na zawodach. Pamiętam imprezy gdzie każdy próbował czegoś szalonego w stylu stalli na elementach konstrukcyjnych parku czy szalonych transferów. Teraz trzeba to wszystko wciskać w przejazdy (ryzykując utratę punktów jak coś pójdzie nie tak).

– Z takich ciekawszych akcji Harrington próbował chyba 270 alleyoop do over ice na drewnianej belce (którą w końcu złamał i wylądował dupą na półce quartera). Poleciały za to dwa nowe młynki w powietrzu, które należy oglądać w slow-motion aby dostrzec co właściwie zaszło. Szczególnie bikeflip to tailwhip z 360 Berana wydał mi się czymś zaskakującym i w miarę świeżym. „Nowość” w podwójnej dekadzie Perazy polegała chyba na tym, że zrobił ją na quarterze, bo przecież nieco ponad rok temu podczas lotu na wprost sztuki tej dokonał Pat Casey. Tak czy inaczej airy z dekadami Kevina wyglądają niesamowicie. I tak jak pisałem już kiedyś (chyba przy okazji double decade PC): można nie kochać bangersów, ale nie ma co na nie psioczyć. W końcu przełamywanie kolejnych barier zawsze było czymś fajnym. A to, że w pewnym momencie straciło ono finezję i zaczęło polegać na coraz szybszym machaniu łapami oraz lądowaniu na płaskie z nogami sunącymi po ziemi, to już inna sprawa. Tym razem zresztą obyło się bez dywagacji w stylu „podparł się czy nie podparł”. Obie sztuczki sklejone czyściutko.

– Polacy na SS. Ech… Jak sięgam pamięcią to chyba raz było ich AŻ dwóch jednocześnie (Janek P. i Zięt?)! Tym razem (tak jak w zeszłym roku) wystartował jedynie Szamanek. Pojechał całkiem sympatycznie a gdyby miał lepszą skuteczność to kto wie, może dostałby się do finału (był 29 więc dużo nie zabrakło). Wydaje mi się, że jest jednak jeszcze co najmniej 2-3 typowo contestowych riderów z kraju nad Wisłą, którzy poziomu zawodów by nie zaniżyli. Wręcz przeciwnie patrząc na niektórych z uczestników i niestety nie mam tutaj na myśli jedynie Estończyków (bo wiadomo, że lokalsi zawsze traktowani są ulgowo i nie mam nic przeciwko temu).

– Sister Session – oglądałem fragmentami, więc może coś uszło mojej uwadze, ale mam mocno mieszane uczucia. Fajnie, że dziewczyny mogą już po raz drugi spotkać się razem i pojeździć, ale nie wiem czy impreza tej rangi jest ku temu odpowiednia. I nie zrozumcie mnie źle, piszę to z myślą o samych startujących. Wciskanie ich pomiędzy best trick a finały pro musi być mega stresujące, bo nabuzowana publiczność oczekuje w tym momencie czegoś więcej niż flipa czy flary. Niektóre z dziewcząt wyglądały na strasznie spięte czemu ciężko się dziwić. Myślę, że znacznie rozsądniejsze byłoby umieszczenie Sister Session w sobotę, po zakończeniu eliminacji. Laski miałyby więcej spokoju a publiczność nie patrzyła nerwowo na zegarki. Kto by chciał to by został, ale wiadomo: oglądalność jest wszystkim, więc było jak było…

– Z kwestią oglądalności wiążą się oczywiście strasznie długie i nudne bloki reklamowe, ale to już chyba standard. Sama realizacja transmisji trzymała natomiast poziom i chyba tylko ze dwa-trzy razy kamera nie nadążyła za akcją. Zresztą to akurat nic nowego bo od kilku lat pod tym względem nie mam specjalnie nic do zarzucenia. Zwłaszcza kiedy pamięta się edycję w której startował Janek Pietruczuk i kamerę szalejącą po parku, skutecznie omijając wszystko co się na nim działo.

– W ramach podsumowania napiszę, że zeszłoroczny Simpel podobał mi się bardziej. Może to znak aby Baltic Games przejął pałeczkę? Szczerze mówiąc jakoś nie wierzę aby stało się to w tym roku, ale kto wie… Zresztą to tak naprawdę nie ważne. Pewnie nie powinienem o tym pisać ale szykuje się (tzn. „jest w planach”) impreza która zmiecie te wszystkie baltici i simple z powierzchni ziemi. Impreza przy okazji której będzie można powiedzieć, że „prawdziwy bmx jest tutaj a tam stało zomo”. Narobiłem smaku? No to teraz mi się oberwie…

7 odpowiedzi do Kilka przemyśleń po SS 13

  1. nie chcę się ujawniać pisze:

    Po tym jak loked wyłączył czat to nie opłacało się już oglądać, bo nagle wszyscy stali się lizodupami, a same przejazdy nie były przekozackie przynajmniej jak dla mnie, I to był już jak dla mnie koniec oglądania, bo zrobiło się mega nudno.

    Zabiłbym tego ciołka, który wyłączył czat dla niezalogowanych, koniec rozmawiania o ważnych tematach tylko oglądanie przejazdów, na większości z nich nie było nic fajnego.

  2. Arq pisze:

    Nie zgodzę się z „nie chcę się ujawniać” bo dzięki wyłączeniu komentarzy dla nie zalogowanych nie było kretyńskich komentarzy i off topu,jak mi się zdaje to właśnie po to był czat żeby komentować przejazdy.
    Co do ss13 myślałem, że będzie ciekawiej, dużo znanych rajderów się nie pojawiło i to była kicha. Nie powiem, że poziom był niski bo nie był, były naprawdę dobre akcje ale nie tyle ilu był się spodziewał po ss.
    Park na tych zawodach dla mnie na początku był średni jak patrzyłem na wizualizacje, ale w miarę kolejnych przejazdów zyskał w moich oczach.
    Największą zagadką tych zawodów, dla mnie pozostaną sędziowie a mianowicie to jak oceniali. W pewnych momentach chciało mi się krzyknąć „sędzia kalosz”.

  3. Koczkodan pisze:

    Ja nawet nie miałem ochoty wchodzić na żadne czaty, bo oczyma wyobraźni widziałem te lamenty odnośnie wyników, spam, kłótnie i „Polacy przejmują bla bla bla”. Same rezultaty też były dla mnie raczej drugorzędną sprawą. Poleciało trochę fajnych akcji w bestricku streetowym (chociaż i w przejazdach Smillie, Churchill czy B. Hoffman pokazali co trzeba), parkowych „bangerów” może trochę mniej ale też kilka było (w tym dwie „nowinki” o których wspomniałem). Brakowało mi jednak porządnych lotów. Widać, że po zeszłorocznych przeprawach z gigantycznym boxem którego nie każdy był w stanie czysto polecieć, organizatorzy postanowili nieco przystopować :)

  4. Olek pisze:

    Było oglądać na samym playerze bez czatu i reklam, tam był spokój i moim zdaniem cała organizacja i przejazdy bardzo ciekawe (no dla niektórych ułomnych liczyło się, popierrdolić od rzeczy na czacie a nie samo oglądanie). Sam bym kilka osób ocenił inaczej (np. Main za wysoko) ale co zrobić, jak by nie ocenili to zawsze by było się do czego przyczepić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *